Tegoroczna edycja Koncertu pod Wieżą zabierze nas w muzyczną podróż do „Szalonych lat 60.” – dlaczego właśnie ten okres stał się inspiracją?
Koncert pod wieżą – to cykl wydarzeń artystycznych, które odbywają się raz w roku w okresie letnim, na górnej stacji wyciągu narciarskiego Słotwiny Arena w Krynicy Zdroju. Scena powstaje pod słynną Wieżą Widokową, stąd nazwa cyklu. Każdy koncert ma swój temat przewodni, wokół którego buduję program koncertu i dobieram odpowiednich artystów.
Jest to dla mnie nie lada wyzwanie. Od samego początku wszyscy artyści występują z orkiestrą symfoniczną i sekcją jazzową. Ponieważ urodziłem się w latach 60-tych (rocznik 1964) pomyślałem sobie, że może warto zajrzeć do repertuaru z tamtego okresu. Okazało się, że jest to kopalnia wielu przebojów, do których chętnie wracamy. Dodatkową motywacją jest również fakt, iż zespół Czerwone Gitary, który wystąpi 2 sierpnia w Krynicy-Zdroju, obchodzi w tym roku swoje 60. urodziny.
Jakie utwory z tamtej dekady znajdą się w programie i czy możemy spodziewać się zaskoczeń w repertuarze?
Jeśli chodzi o repertuar mogę powiedzieć, że będzie to rewia przebojów. Podczas koncertu pojawią się największe przeboje Katarzyny Sobczyk, Karin Stanek, Czesława Niemena, zespołu Skaldowie, Elvisa Presleya, Beatlesów no i oczywiście Czerwonych Gitar. „O mnie się nie martw”, „Pod Papugami”, „Dziwny jest ten świat”, „Yesterday”, „Love me tender”, „Anna Maria”, „Nie zadzieraj nosa” – to tylko kilka tytułów, które powinny zachęcić słuchaczy do wzięcia udziału w koncercie i dobrej zabawie. Jak co roku nie zabraknie też niespodzianek i zaskoczeń, ale nie mogę ich na razie zdradzić.
Proszę powiedzieć o bohaterach tegorocznego koncertu. Wiemy, że część z nich już po raz kolejny wystąpi na scenie pod Wieżą, ale jest też grupa artystów, która się co roku zmienia.
Oczywiście jest grupa artystów, którzy co roku pojawiają się na Koncercie pod Wieżą z małymi wyjątkami. Jest to orkiestra Silesian Art Collective pod dyrekcją Mateusza Walacha oraz sekcja jazzowa, w składzie: Rafał Karasiewicz – fortepian i w tym roku również organy Hammonda, Marek Piątek – gitara, Zbigniew Wrombel – kontrabas i gitara basowa, Paweł Twardoch – perkusja oraz Andrzej Mazurek – instrumenty perkusyjne. Już od drugiej edycji naszych koncertów Artur Andrus stał się ulubieńcem publiczności i trudno wyobrazić sobie koncert bez jego udziału. Osoby, które zmieniają się w kolejnych edycjach w Słotwinach Arena to soliści. W koncercie „Szalone lata 60.” pojawią się: Czerwone Gitary, Anna Rusowicz, Janusz Radek, Michał Milowicz oraz Żuki Rock and Roll Band.
Lata 60. to czas ogromnej energii, rewolucji muzycznej i pokoleniowej. Jak chcecie oddać ten klimat pod krynicką wieżą – zarówno muzycznie, jak i wizualnie?
Aby oddać klimat muzyczny danego okresu, najważniejsi są artyści. Myślę, że do muzyki z lat 60. udało się zebrać najlepszych solistów i zespoły w kraju. Wymienię w pierwszej kolejności Anię Rusowicz, która, można powiedzieć, że wyssała ten klimat z mlekiem matki. Ania jest córką słynnych polskich muzyków Ady Rusowicz i Wojciecha Kordy. Z kolei Janusz Radek doskonale interpretuje piosenki Czesława Niemena za które zdobył wiele nagród, a Michał Milowicz doskonale potrafi przemienić sią w rolę Elvisa Presleya. Poznański zespół Żuki Rock and Roll Band od lat zachwyca publiczność, wykonując piosenki legendarnej grupy The Beatles. A tak zwaną wisienką na torcie będą Czerwone Gitary i ich największe przeboje.
Panie Wiesławie, Koncert pod Wieżą ma już swoją tradycję. Chciałam wrócić do jego początków: od ilu lat się odbywa i jak zrodził się pomysł, by stworzyć tak unikatowe wydarzenie właśnie w tym miejscu?
Pierwszy koncert odbył się 7 lipca 2018 roku. Poprzez pandemię mieliśmy rok przerwy, zatem reasumując, w tym roku, 2 sierpnia odbędzie siódma edycja Koncertu pod Wieżą. Pomysł zagrania Koncertu pod Wieżą w niesamowitej naturalnej scenerii, z przepięknymi widokami na Beskid Sądecki wyszedł od właściciela Stoku i Wieży Widokowej. Kiedy zostałem zaproszony do współpracy przy organizacji koncertu, jako dyrektor artystyczny, zaskoczył mnie pomysł zaangażowania orkiestry symfonicznej. Powstał więc pomysł stworzenia koncertu z orkiestrą, sekcją jazzową i solistami na wzór słynnego koncertu Andrei Boccelliego w Portofino.
Na pewno bardzo dobrze pamięta Pan pierwszy koncert na szczycie Słotwiny Arena. Co było wtedy największym wyzwaniem, a co największą satysfakcją?
Doskonale pamiętam pierwszy koncert. Przede wszystkim bałem się o to, czy dobór repertuaru i artystów spodoba się publiczności oraz właścicielowi obiektu. Były też niespodzianki podczas przygotowań do koncertu. Okazało się, że scena, która przyjechała jest za duża i nie da się jej postawić w wyznaczonym miejscu. Rozpoczęły się zatem nerwowe poszukiwania odpowiedniej sceny dzień przed koncertem. Nie rozpieszczała nas również pogoda, ponieważ w dniu montażu non stop padał deszcz. Tiry ze sceną i sprzętem nagłośnieniowym musiały być dodatkowo wciągane przez ciągniki, bo nie były w stanie podjechać na górę. Mimo trudności, wszystko wyszło doskonale do tego stopnia, że padła decyzja o powtarzaniu Koncertu pod Wieżą, co roku z innym programem.
Jako dyrektor artystyczny rokrocznie tworzy Pan program koncertu. Czym się Pan kieruje, dobierając artystów i stylistykę wydarzenia?
Jeśli chodzi o stylistykę, kieruję się własnym gustem muzycznym i jednocześnie staram się stanąć po stronie widowni. Układam program tak, aby widz się nie nudził. Soliści dobierani są do poszczególnych projektów pod kontem motywu przewodniego wydarzenia.
Czy ma Pan w pamięci jakiś występ, który szczególnie poruszył publiczność – taki, który sam Pan wspomina z emocjami?
Dla mnie każdy koncert niesie mnóstwo emocji i przeżyć artystycznych z nowymi solistami i zespołami. Trudno jest mi wybrać, który koncert był najlepszy. Jest jednak jeden moment, który na długo pozostanie w mojej pamięci, a mianowicie występ zespołu z Argentyny Zampona en Trio, który poznaliśmy podczas podróży z żoną po Argentynie. Nasi goście z Andów zagrali podczas II edycji Koncertu pod Wieżą pt. „Dźwięki Gór”.
W tym roku znów wystąpi Pan osobiście. Jakie refleksje towarzyszą muzykowi, który gra w miejscu tak niezwykłym – pod otwartym niebem, z panoramą Beskidu Sądeckiego?
Koncert Pod Wieżą jest cyklem jednych z największych koncertów plenerowych z udziałem orkiestry symfonicznej w Polsce. Mogę śmiało powiedzieć, że spełniły się moje marzenia. Już od wielu lat śledzę koncerty Chrisa Botti czy Andrei Boccellego organizowane z orkiestrą symfoniczną i sekcją jazzową. Pomyślałem, że super byłoby zorganizować taki koncert w Polsce, gdzie jako gospodarz wieczoru zaproszę znanych i lubianych artystów. Wspomniałem już wcześniej o koncercie „Love in Portofino” Andei Boccelllego, który odbył się w magicznym porcie Portofino. Naszym magicznym miejscem dla cyklu Koncertów pod Wieżą jest kompleks narciarsko-rowerowy Słotwiny Arena w Krynicy-Zdroju z Wieżą Widokową, która otrzymała już wiele nagród. Każdego roku wraz z moimi muzykami, z którymi występuję od lat, nie możemy się doczekać kolejnego spotkania z publicznością w tej wyjątkowej scenerii. Pamiętam również moment, kiedy nasze zaproszenie do udziału w koncercie przyjęła Ewa Bem. Gdy wjechała na górę i stanęła pod sceną powiedziała: „Tutaj jest jak w raju!”. I to jest prawda.
Publiczność Koncertu pod Wieżą jest wyjątkowa – często bardzo zróżnicowana, choć zapewne zdarzają się stali bywalcy tego wydarzenia. Sam repertuar co roku jest jednak zupełnie inny. Czy przy takiej różnorodności łatwo nawiązać kontakt ze słuchaczami?
Mimo różnorodności repertuaru, co roku zwiększa się grono stałych bywalców naszych koncertów. Bardzo nas to cieszy i jest to dowód na to, że niezależnie od tematu koncertu poziom artystyczny jest bardzo wysoki, a dobór solistów trafiony. Dodatkowym magnesem, a jednocześnie osobą, która najszybciej nawiązuje kontakt z publicznością jest niezrównany Artur Andrus, który zawsze na zakończenie koncertu żartobliwie mówi: „A teraz zjeżdżajcie”.
– Czyli? Bo pewnie nie wszyscy wiedzą o co chodzi!
– Żeby dostać odpowiedź na to śmiałe stwierdzenie, po prostu trzeba być gościem tego koncertu. Tak więc zapraszamy!
Jakie są Pana marzenia i plany związane z przyszłością tego koncertu? Czy widzi Pan jeszcze kolejne muzyczne przestrzenie do odkrycia pod Wieżą?
Jest jeszcze wiele przestrzeni muzycznych, które mogą pojawić się na Koncertach pod Wieżą. Oby wystarczyło sił i możliwości do ich realizowania. Istnieje takie powiedzenie, że za marzenia nie zabijają, więc powiem, że marzy mi się Koncert pod Wieżą z gwiazdą światowego formatu. Plany mamy. Może się uda…